Krušné hory w cztery dni: gdzie w Czechach nie spotkasz nikogo

ore mountains

This post is also available in: Angielski

Lubicie wędrówki po górach, ale z dala od zatłoczonych szlaków turystycznych? To dokładnie nasz pomysł na udany tygodniowy urlop. Cztery do pięciu dni sporo w ruchu. Około 20 km w nogach każdego dnia.

Na koniec dwa lub trzy dni relaksu i zasłużonego odpoczynku w centrum wellness. Po prostu świetny, tygodniowy urlop, nawet w środku wakacji, kiedy wszędzie pełno ludzi.

Bo znalezienie miejsc, gdzie przez cały dzień nikogo nie spotkasz, jest możliwe nawet w sezonie wakacyjnym tu, w Czechach. Na szczęście czeski turysta to istota przystosowawcza: jeśli zabroni mu się jechać do Tajlandii, znajdzie sposób, by objechać nasz malowniczy kraj.

Ten artykuł opisuje wakacje niemal bez ludzi w pierwszym roku pandemii COVID. Opowiadamy, jak planujemy taką wyprawę i czego doświadczyliśmy po drodze. Dwie dorosłe osoby ruszyły w trasę w środku wakacji. Trasa jest przejezdna od wiosny do jesieni.

Zachód słońca w Boží Dar, przewodnik po Krušných horách

Plan trasy

Wolimy pętle, które zaczynają się i kończą w tym samym miejscu. Nie zawsze da się taką pętlę zaplanować, więc opcją numer dwa jest możliwość powrotu na start autobusem lub najlepiej pociągiem. Tak było zresztą w przypadku naszej wyprawy przez Krušné hory (Rudawy Czeskie).

Nie chcemy podróżować z pełnym plecakiem, wolimy jak najlżej, jeśli to możliwe. Tylko ubrania, woda i kilka podstawowych rzeczy. Planując, staramy się uwzględnić kilka czynników.

Dostępność noclegów w wybranych terminach

Niektórzy wolą namiot lub spanie pod gwiazdami i gotowanie na kuchence. Dla nas miękkie łóżko i dach nad głową na koniec dnia to bardziej kuszący wariant. Dlatego dopasowujemy trasę do dostępności noclegów.

Znalezienie noclegu samo w sobie nie jest wielką filozofią, ale znalezienie go na ciekawej trasie i w rozsądnej odległości pieszo? To może być twardy orzech do zgryzienia.

Trasa

Wymagania co do trasy wyprawy na pierwszy rzut oka wydają się proste. Chcemy iść szlakami turystycznymi, nie drogą, mieć piękne widoki po drodze i codziennie trafiać na jakieś ciekawe miejsce. Jeśli to możliwe, nie spotkać nikogo, ale za to przytulna gospoda przy drodze w porze obiadowej absolutnie nie może zabraknąć.

Przejść przez lasy i łąki, odwiedzić malownicze wioski i nacieszyć oczy widokami krajobrazu.

Na koniec dnia musi na nas czekać przyjemny nocleg, coś do jedzenia i porządny drink. Proste wymaganie robi się nieco skomplikowane, ale dla nas wciąż nic niemożliwego.

Krupka, przewodnik po Krušných horách

Wybór lokalizacji zaczyna się

w domu, w cieple, przy komputerze. Pierwsze, co otwieram, to Mapy.com. Karkonosze (Krkonoše) przeszedłem już wzdłuż i wszerz, a jechać tam w środku wakacji to czyste szaleństwo, samobójstwo turystyczne; pomysł godny masochistów i totalnych nowicjuszy. Jest tam więcej ludzi niż na Placu Wacława w Pradze. Moją uwagę przyciągają Krušné hory.

Po przejrzeniu mapy wybieram północną część między Chomutovem a Ústí nad Labem. Góry ciągną się ponad takimi miastami jak Most, Litvínov, Chomutov, Jirkov, Teplice, Hrob i Ústí nad Labem.

Samo wymienienie nazw tych miast wywołuje u wielu ludzi mimowolny dreszcz. Wykluczone miejscowości, gdzie – jeśli nie musisz – wolisz nawet nie zwalniać. Dla nas to gwarancja, że ludzi będzie minimum.

A jednak przyroda tutaj też jest piękna, a poza wspomnianymi miastami u podnóża gór, wyżej znajdziecie zamki, wodospady, sztolnie, stare kanały żeglowne, Horę sv.. Kateřiny, zbiornik Fláje, Český Jiřetín, Moldavę czy Cínovec.

A zawsze można też przekroczyć granicę na niemiecką stronę Krušných hor, co też kilkukrotnie zrobiliśmy.

Trasa

W tym momencie chodzi głównie o klikanie po mapie. Trasa stąd > Trasa dotąd. Sprawdzanie, jak długi jest dany odcinek i ile godzin zajmuje jego przejście.

W drugim oknie obok otwieram Booking.com i patrzę na koncentrację noclegów. Nie mam żadnej sprawdzonej metody, ale stopniowo, klikając i próbując różne warianty, na mapie zaczyna się rysować trasa.

Pierwsze miejsce, czy jest tam jakiś nocleg? Tak… Kolejne miejsce, do którego da się dotrzeć i gdzie jest nocleg. W ten sposób krok po kroku dochodzę do celu i przybliżonej trasy.

Potem przełączam się na drugie okno z Booking.com i zaczynam szukać wolnych terminów na konkretne dni. Jeśli nic nie jest wolne, próbuję przeplanować trasę gdzie indziej. Ostatecznie okazało się to najlepszym rozwiązaniem, uwzględniając też dostępność noclegów:

  • Start po południu w Jirkovie, gdzie zostawimy samochód przy dworcu i mamy nadzieję, że przetrwa tam cztery dni. Krótki przemarsz do zamku, gdzie mamy nocleg.
  • Drugi dzień do Niemiec, na skraj Kurort Seiffen, gdzie czeka na nas przyjemny kemping i w pełni wyposażony domek.
  • Trzeci dzień przez zbiornik Fláje wzdłuż pięknego starego kanału żeglownego Fláje do Českého Jiřetína.
  • Stamtąd przez Moldavę aż do Cínovca. Rano ostatniego dnia przesiadka na pociąg w Dubí, skąd szynobusem wracamy na start do Jirkova, a potem pędzimy samochodem na zasłużony pobyt wellness w Karlowych Warach.
  • Dwa dni w Vary jako wisienka na torcie.

W sumie mamy w nogach prawie 70 km w cztery dni i cztery noclegi.

Podsumowanie trasy

Noclegi

Po przeniesieniu do Karlowych Warów

Ciekawe miejsca

Budżet na Krušné hory:

  • Noclegi (2 osoby): 6 500 CZK
  • Jedzenie i picie: 5 200 CZK

Karlowe Wary:

  • Noclegi (2 osoby, hotel 5*): 8 500 CZK
  • Jedzenie i picie: 3 000 CZK

Mapa trasy i plan wyprawy

Trasa jest TUTAJ.

trasa w Krušných horách

Jirkov

Miejsce, w którym – jeśli nie musisz – nie masz ochoty przebywać. Dotarliśmy dopiero po południu, zaparkowaliśmy przy jednym z licznych bloków mieszkalnych obok dworca i ruszyliśmy pieszo na start naszej podróży, którym był Zamek Červený Hrádek.

A to już zupełnie inna historia.

Piękny zamek, w którym spędziliśmy pierwszą noc, jest jednocześnie hotelem. Spaliście kiedyś na zamku? Tutaj macie taką szansę – i to za naprawdę śmieszne pieniądze.

Cena od 500 CZK za osobę to absolutny luksus jak na takie przeżycie. Oczywiście można też wykupić apartament królewski, gdzie cena za noc zaczyna się od wciąż całkiem przyjemnych 2 800 CZK.

zamek w Jirkovie

Dzień pierwszy w trasie

Rano wstajemy, jemy solidne śniadanie, które było wspaniałym zwieńczeniem tego noclegu, i ruszamy w stronę Niemiec. Czeka na nas dokładnie 20 km leśnego krajobrazu, na którym nie spotkaliśmy ani jednego turysty.

Bardzo rzadko mieliśmy szczęście zobaczyć jednego z miejscowych mieszkańców.

Kiedy byliśmy nieostrożni i nas zauważyli, w mgnieniu oka znikali w swoich siedzibach. To najwyraźniej bardzo płochliwy, zagrożony gatunek Krušných hor. Naprawdę policzylibyśmy ich na palcach jednej ręki.

IMG 5018

IMG 5035Mniej więcej w połowie trasy dotarliśmy do Lesnej, gdzie znajduje się udana replika Krušnohorskiego Domu Ludowego. Mały hotel z restauracją, gdzie mieliśmy okazję ugasić pragnienie.

Lesná była pierwszym miejscem, gdzie w końcu zobaczyliśmy więcej ludzi naraz, którzy nie byli płochliwi i nie uciekali. Po krótkiej obserwacji odkryliśmy, że to gatunek ludzki zwany Turystą Samochodowym. Przyjeżdżali, przechadzali się po okolicy, wsiadali i odjeżdżali.

Zdecydowanie polecamy odwiedzenie domu ludowego i muzeum. Więcej informacji o całym projekcie znajdziecie na muzeumlesna.eu. Lesná była przyjemnym, orzeźwiającym przystankiem dla ciała (piwo) i duszy (muzeum).

muzeum w Lesnej

Tuż przed przekroczeniem granicy do naszych sąsiadów w Niemczech postanowiliśmy wejść na Horę sv. Kateřiny, gdzie na Růżowym vrchu stoi lokalna, historyczna wieża widokowa Hláska.

Niestety był poniedziałek i Hláska nic nie „głosiła”, była zamknięta.

Więc skierowaliśmy kroki do jedynej gospody w promieniu wielu kilometrów, o poetyckiej nazwie Horský domov (Górski Dom). Na tym poezja się kończy. To knajpa, w której czas zatrzymał się gdzieś w 1980 roku… co zresztą samo w sobie też jest poetyckie.

Gospodyni ugościła nas przyzwoicie i dobrze. Tylko miejscowi stali bywalcy przyglądali nam się nieco podejrzliwie. Nie rozumieliśmy dlaczego, ale w końcu się wyjaśniło. Kiedy wyszliśmy po raz drugi na e-papierosa, gospodyni podeszła i mówi – to możecie robić też tutaj, nie musicie wychodzić na zewnątrz.

Potem nachyliła się jeszcze bliżej i szeptem zadała podchwytliwe pytanie – chcecie popielniczkę? Puszczając oko. Kiedy przytaknęliśmy nieco niepewnie, jej uśmiech rozciągnął się od ucha do ucha.

Nagle na wszystkich stolikach pojawiły się popielniczki, a miejscowi zaczęli niecierpliwie zapalać jednego papierosa za drugim. Nagle poczuliśmy, jak to bywało kiedyś, gdy w gospodach jeszcze wolno było palić. Retro do bólu.

widok na Krušné hory

Solidnie posileni i przesiąknięci dymem, ruszyliśmy dalej w stronę granicy. Nasze nogi zaczynały wysyłać do mózgu sygnały, że robi się dość długo, ale mieliśmy jeszcze kilka ostatnich kilometrów, a potem nocleg w Niemczech.

Na ten przystanek wybraliśmy Hotel i kemping Ahornberg, gdzie mieli bardzo ładne, w pełni wyposażone domki, w tym łazienkę i aneks kuchenny. Zajęliśmy jeden dla siebie i resztę wieczoru spędziliśmy, patrząc w dolinę i na minigolfa.

hotel i kemping Ahornberg

hotel i kemping Ahornberg
hotel i kemping Ahornberg

Fláje – dzień drugi

Po śniadaniu, które było takie trochę wschodnioniemieckie, kontynentalne i niestety trochę słabe, ruszyliśmy na kolejną 20-kilometrową trasę. Celem był Český Jiřetín. Mieliśmy nocować tuż za granicą, czyli znowu w Niemczech, w zupełnie zwyczajnym pensjonacie Grenzhof.

Nic innego nie było dostępne na wybrane przez nas terminy. Dzięki właścicielowi pensjonatu nasz pobyt ostatecznie okazał się całkiem niezwykły.

Szlaki turystyczne po niemieckiej stronie Krušných hor prowadzą głównie przez łąki. Góry łagodnie opadają w tym miejscu, a po drodze cieszy oko piękny widok na krajobraz.

Trasę urozmaicają wszechobecne krzewy malin, więc co chwilę się zatrzymujecie i podjadacie maliny.

Krušné hory po niemieckiej stronie

Stopniowo przekroczyliśmy granicę z powrotem do naszej drogiej czeskiej ojczyzny i ruszyliśmy w stronę zbiornika Fláje. Ten zbiornik powstał na potoku Fláje w 1963 roku w celu zaopatrzenia w wodę podnóża Krušných hor.

Ściana zapory jest betonowa, filarowa (czyli w środku pusta), i jedyna tego typu w Czechach (kolejna podobna znajduje się aż w Szwajcarii). Wysokość 58 m, długość 459 m. Naprawdę imponująca budowla.

Można umówić się na zwiedzanie, choć nam niestety się nie udało. Był wtorek – a wtedy jest zamknięte. Poza tym rezerwacji trzeba dokonać z wyprzedzeniem. Więc kiedy się tam wybieracie, nie zapomnijcie zarezerwować.

kanał żeglowny Fláje

Na szczęście stary kanał żeglowny Fláje jest dostępny przez cały rok i być może jeszcze ciekawszy. To najstarszy zabytek techniczny tego typu w Czechach.

Kanał żeglowny Fláje powstał, by zapewnić transport drewna do miasta Freiberg. Potrzebowano go do hut i kopalni, ale też jako materiał budowlany i do ogrzewania. Budowa kanału trwała pięć lat i cała inwestycja powstała między 1624 a 1629 rokiem.

Fláje

Kanał żeglowny zaczynał się we Fláje, gdzie dziś jest zapora, a kończył we wsi Clausnitz. Tam wpadał do Freiberger Mulde, czyli Mołdawy, która także wypływa z naszego terytorium, a którą drewno transportowano dalej do Freiberga.

Przy budowie kanału żeglownego trzeba było pokonać niebagatelną różnicę wysokości 150 m, i to na odcinku zaledwie 18,2 km, czyli na długości całego kanału. A tak wygląda tam dzisiaj.

Fláje

Ścieżka wzdłuż kanału Fláje doprowadziła nas aż do Českého Jiřetína, gdzie – już mocno wygłodniali – wpadliśmy do pierwszej otwartej gospody i porządnie zjedliśmy.

Nie było źle, ale szkoda, bo nocleg był dosłownie kilka metrów od nas i tam zjedlibyśmy dużo lepiej. Zorientowaliśmy się dopiero, gdy przenieśliśmy się do pensjonatu Grenzhof.

Powitał nas uśmiechnięty od ucha do ucha Wietnamczyk, który okazał się prowadzącym, może nawet właścicielem pensjonatu i restauracji wietnamskiej na parterze.

Pierwsze, co z siebie wydusił, to „o, wy dwoje, myślałem jeden” i śmiech. Potem mówi: „O, wy Czesi, to dobrze, ja nie mówić po niemiecku.” Potem zaprowadził nas do pokoju i mówi: „Ja nie mieć tego, tego… eeee…” W końcu zrozumieliśmy, że chodziło mu o drugą kołdrę. Więc zaprowadził nas do innego pokoju. Tam też tego nie było. Dopiero trzeci był gotowy dla dwóch osób i miał pościel oraz kołdry dla dwojga.

Byliśmy jedynymi gośćmi w całym pensjonacie. Widać było, że pensjonat pamięta lepsze czasy, ale było czysto i ciepło. Śniadanie było absolutnie fenomenalne i chyba najlepsze, jakie mieliśmy w całej wyprawie. Wiecznie uśmiechnięty Wietnamczyk, który nie znał ani słowa po niemiecku, a prowadził pensjonat i restaurację w Niemczech, całkowicie nas ujął.

Wybraliśmy ten pensjonat, bo był jedyny wolny w okolicy na nasze terminy, a ostatecznie okazał się niesamowitym przeżyciem. Możemy go tylko polecić. Stosunek ceny do wietnamskich specjałów był nie do pobicia.

pensjonat Grenzhof

Do Cínovca

Kolejnego dnia czeka nas kolejne 20 km i naprawdę czujemy to w nogach. Po absolutnie wystawnym śniadaniu od Wietnamczyka ruszyliśmy wzdłuż granicy po niemieckiej stronie w stronę Moldavy.

Jesteśmy w górach, ale tu na wysokości są albo długie łagodne podejścia albo zejścia. Drogi bez zakrętów, a widoczność (dróg) liczona jest w kilometrach.

Znowu nie spotykamy żywej duszy, do tego stopnia, że zaczyna to być podejrzane. W środku wakacji, w górach – i nikogo nigdzie. Ścieżki stworzone do pieszych wędrówek i jazdy na rowerze. Ostatecznie udaje nam się spotkać trzech rowerzystów.

Krušné hory

Tuż przed granicą przechodzimy przez małą niemiecką wioskę Teichhaus, gdzie skręcamy w stronę Czech. Granicy państwowej właściwie nawet nie zauważycie. Szlaki turystyczne są od dawna ujednolicone i oznaczone tak po niemieckiej, jak i po czeskiej stronie. Tylko drogowskazy dla Niemców są nieco inne.

oznaczenia szlaków w Niemczech

Jak tylko przekraczamy granicę, zaczynają się pojawiać pierwsze domy Moldavy. Byłem tu po raz pierwszy wiele, wiele lat temu, kiedy Moldava była jeszcze ośrodkiem narciarskim ze stokiem. Nic z tego nie zostało.

Wioska jest bardzo ładna, ale widać, że brakuje jej ruchu turystycznego. Wygłodniali, siadamy w pierwszej napotkanej gospodzie (Restaurace u Bizona) i jemy obiad. Potem nie zwlekamy zbyt długo i ruszamy dalej.

Moldava

Trasa prowadzi nas do stacji Moldava, która też pamięta lepsze lata. Dowiadujemy się, że dopiero tutaj jest centrum Moldavy z urzędem gminy, sklepami i stacją benzynową. Prawdopodobnie ze względu na większe przejście graniczne, większość ludzi się tu przeniosła. Przy dworcu są ciekawe tablice z historią regionu, z których widać, że kiedyś tętniło tu życie, zwłaszcza zimą.

IMG 5046b

Przed nami jeszcze kawałek drogi, więc pijemy tylko szybką kawę i idziemy dalej do Cínovca.

Pierwotnie planowałem nocleg w pięknym Hotelu Krušnohorský Dvůr, gdzie nasze obolałe stopy z pewnością otrzymałyby świetną opiekę. Niestety był w pełni zarezerwowany, co jeszcze bardziej żałowaliśmy, mijając go po drodze.

hotel Krušnohorský Dvůr

Wytarliśmy łzę wywołaną chyba bólem stóp, które po raz trzeci miały za sobą 20 km dziennie, i ruszyliśmy dalej do hotelu Pomezí, gdzie czekał na nas pokój. Ostatecznie i ten hotel okazał się dobrym wyborem.

Widać było, że jest przeznaczony bardziej dla szkolnych wycieczek i musi tam być całkiem dziko, zwłaszcza zimą. Ale dotarliśmy tak wykończeni, że tak naprawdę nie obchodziło nas, gdzie śpimy. Interesowało nas głównie jedzenie i picie. Więc najpierw zajęliśmy się burczącymi żołądkami, popiliśmy piwem, i dopiero potem sprawdziliśmy, jaki mamy pokój i gdzie da się wziąć prysznic.

górski hotel Pomezí

Pokój był przyjemny, absolutnie nie było do czego się przyczepić. Następnego ranka czekały nas ostatnie kilometry i przenosiny do Karlowych Warów.

Do pociągu i do Vary

Z Cínovca zbiegliśmy ostatnie 5 km z gór w stronę przystanku kolejowego Dubí, który wciąż leży wysoko nad miastem. Kursuje tam stary pociąg z Moldavy, który wysadził nas w Moście. Tam przesiedliśmy się do czegoś nieco nowocześniejszego i po chwili byliśmy w Jirkovie. Cała podróż pociągiem, wliczając przesiadkę, zajęła zaledwie godzinę z kawałkiem.

stacja kolejowa Dubí

Samochód w Jirkovie zastaliśmy w tym samym miejscu i stanie, w jakim go zostawiliśmy. Odetchnęliśmy z ulgą. Najwyższy czas ruszyć do Karlowych Warów, gdzie planowaliśmy się zregenerować po trasie liczącej 65 km.

Karlowe Wary

Nie zamierzaliśmy niedoceniać regeneracji, więc od razu zaplanowaliśmy dwa dni spa. Ja odpowiadałem za trasę wokół Krušných hor, moja partnerka wzięła na siebie Vary.

Poradziła sobie doskonale i zarezerwowała Luksusowy hotel spa Olympic Palace. Hotel, gdzie zajmował się nami bardzo miły i pomocny personel. Był nawet drink powitalny. Mogliśmy spokojnie zamawiać jedzenie do pokoju i leczyć rany w hotelowym wellness.

Do dyspozycji było kilka saun, basen i jacuzzi. A przynajmniej z tego korzystaliśmy. Dostępne było o wiele więcej. Olympic nie jest bardzo dużym hotelem i dzięki temu jest przyjemny, wręcz rodzinny. Hotelowe wellness było na świetnym poziomie i przerosło nasze oczekiwania. Do tego przez cały czas byliśmy w nim całkowicie sami.

luksusowy hotel spa Olympic Palace

Podsumowanie i trasa do skopiowania

Krušné hory zaskoczyły nas bardzo pozytywnie. Nie spodziewałem się, że w środku wakacji, nawet podczas pandemii COVID, kiedy ludzie podróżowali mniej poza Czechami, będą aż tak wyludnione.

Przez te kilka dni spotkaliśmy absolutne minimum ludzi, a większe ich skupisko było tylko w miejscach dostępnych samochodem.

Fláje, Lesná, Moldava – tam od czasu do czasu kogoś spotykaliśmy. Ale to i tak nie da się porównać z ilością ludzi, którzy każdego dnia wakacji wdrapują się na Śnieżkę.

Mało jest miejsc w Czechach tak romantycznych i jednocześnie tak tajemniczych jak Krušné hory. Lasy, jak okiem sięgnąć, z okazjonalną leśną łąką pomiędzy nimi. Zabytkowe budynki i posiadłości z XVIII wieku, sztolnie górnicze, czy nawet ponad trzykilometrowa sztolnia z oryginalnego wodociągu Fláje.

Idealne miejsce na piesze wędrówki, ale też na jazdę rowerem.

Mimo to Krušné hory są niedoceniane turystycznie, co widać też po skromniejszej ofercie noclegów i restauracji, które umiliłyby waszą podróż. Ale wciąż da się zaplanować trasę tak, by nie musieć iść z pełnym plecakiem z jedzeniem, a jedynie lekko, z ubraniami i wodą.

Mapa do pobrania wraz z miejscami noclegowymi

976ee725 c55d 4f83 ab6c 01082cc2f0e5Skopiujcie trasę z Mapy.com. Znajdziecie ją na https://mapy.cz/s/meveloleto albo wczytajcie ją do telefonu przez kod QR.

Krušné hory ciągną się na przestrzeni 130 km, ale jak dotąd przeszliśmy tylko przez ich północną część. Już zaczynamy planować kolejną letnią trasę przez południową część pasma i naprawdę się na nią cieszymy. Te góry mają naprawdę dużo do zaoferowania.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry